Wywiad z Wiolettą Czemarnik. „Sukces to znaczy przynieść ludziom radość”

A.K.: Dziś naszą rozmówczynią jest pani Wioletta Czemarnik, Dyrektor Szkoły Podstawowej im. Baśni Polskiej w Niedźwiadzie Dolnej, Radna powiatu ropczycko – sędziszowskiego, Komendant Związku Drużyn ZHP Ropczyce. Pamięta pani siebie jako uczennicę podstawówki? Może się pani podzielić jakimś wspomnieniem z tego czasu?

Image Not Found

Wioletta Czemarnik: Oczywiście, że pamiętam. Od V klasy chodziłam do szkoły tutaj, w Niedźwiadzie Dolnej. Wspominam tę placówkę bardzo miło, a szczególnie nauczycieli, którzy mnie uczyli i panią dyrektor, nieżyjącą już Emilię Czółno. Muszę tu dodać, że dwoje moich kolegów ze szkoły podstawowej pracuje teraz ze mną. To jest bardzo miłe, zwłaszcza, że często wspominamy chwile, które spędziliśmy tutaj jako dzieci. Uczennicą byłam raczej spokojną, a przynajmniej w szkole podstawowej. W szkole średniej miałam, jak się to mówi, więcej pomysłów, więc i ten kolejny etap nauki był bardziej „głośny”.

A.K.: Najbardziej znacząca różnica pomiędzy szkołą pani dzieciństwa, a dzisiejszą?

W.Cz.: Myślę, że teraz szkoła jest bardziej otwarta. Oferuje więcej zajęć, zwłaszcza pozalekcyjnych. Uczniowie mogą rozwijać swoje zdolności, zainteresowania, talenty. W czasach mojej młodości nie było takich możliwości. Raczej wszystko odbywało się na lekcjach. Miałam wtedy różne marzenia, chciałam rozwijać swoje zainteresowania, ale nie dostałam takiej szansy.

A.K.: A dzieci i młodzież? Jacy dzisiaj są? Mówi się, że współczesne pokolenie jest przede wszystkim słabsze fizycznie i psychicznie.

W.Cz.: Wydaję mi się, że dawniejsze pokolenie było bardziej zaradne i sprawniejsze fizycznie. Wynikało to z tego, że spędzaliśmy dużo czasu na podwórku. Tam toczyły się nasze zabawy, gry. Teraz życie młodych zdominowane jest przez komputer, telefon. Dzieci chcą spędzać czas w domu. Trudno jest ich zachęcić do zabaw na świeżym powietrzu i chyba z tego wynika ta słabość fizyczna. Psychicznie są też mało odporni, ale myślę, że jest w tym wina nas, dorosłych. Bo my za bardzo ich chronimy, roztaczamy nad nimi klosz, nie pozwalamy im popełniać błędów. Gdybyśmy pozwalali im na większą samodzielność, na błędy, złe decyzje, to może ich siła psychiczna byłaby większa.

A.K.: Co sprawiło, że nauczanie stało się pani zawodem?

W.Cz.: Myślę, że każda dziewczynka myśli najpierw o tym, by zostać aktorką, piosenkarką, a dopiero potem poważniej podchodzi do swoich wyborów. Moi rodzice byli nauczycielami, a później dyrektorami szkół, chyba poszłam w ich ślady. W domu cały czas mówiło się o nauczaniu, mieszkaliśmy w Domu Nauczyciela, więc odkąd zaczęłam chodzić, spędzałam czas w szkole. Myślę, że  już tak zostanie.

Image Not Found

A.K.: Jest pani dyrektorem szkoły, która słynie w regionie ze wspaniałej współpracy ze środowiskiem, otwarcia, bycia autentycznym centrum kultury i sportu, a także z innowacji pedagogicznych i wychowawczych. Jak to się robi?

W.Cz.: Gdy objęłam stanowisko dyrektora, zauważyłam, że i nauczyciele, i uczniowie, i rodzice byli spragnieni tego, by coś się w szkole działo, by stworzyć coś nowego. Myślę, że po prostu dałam wszystkim taką możliwość. Możliwość rozwoju nie tylko dzieci, ale i nauczycieli. Każdy pedagog, który miał w sobie pasję, mógł ją rozwinąć i przełożyć na zajęcia pozalekcyjne. Wielu nauczycieli swoimi zainteresowaniami dzieli się z dziećmi, więc stworzyliśmy tak szeroką gamę zajęć dodatkowych, że każde dziecko ma możliwość rozwoju, kształtowania swojego talentu i zainteresowań. Zaczęliśmy od sportu. Nauczyciel wychowania fizycznego zastanawiał się, jaki typ zajęć sportowych przypadłby uczniom do gustu. Zaproponowałam tenis stołowy. Wiedziałam, że większość dzieci, nawet moje, chciała opanować tę umiejętność. Zaczęliśmy więc prowadzić takie zajęcia. Wkrótce przyszły pierwsze sukcesy w powiecie, województwie i na arenie ogólnopolskiej. Mieliśmy uczennicę, która zdobyła tytuł Mistrza Polski. Później doszły kolejne zajęcia: piłka nożna, piłka siatkowa, itd. Ostatnio rozwijamy gry planszowe – jako rozrywkę dla tych, którzy zdecydowali się odejść na chwilę od komputera. Oprócz Klubu Gier Planszowych mamy jeszcze Klub Szachowy. W tej dziedzinie już odnosimy pierwsze sukcesy. Od tego roku szkolnego klasy pierwsze mają w siatce godzin naukę gry w szachy. W naszej szkole działa też Gromada Zuchowa i drużyna harcerska. Mocną działalność prowadzą wolontariusze. Dzieci korzystają też z zajęć kółka tanecznego, chóru.

A.K.: Mówi pani o zaangażowanym gronie pedagogicznym. Jako ich szef, a jednocześnie nauczyciel,  co pani sądzi o ich dotychczasowych pensjach i nowych nadziejach związanych z podwyżkami?

W.Cz.: Pensja nauczyciela nie jest zbyt wysoka. Pedagog zaczynający pracę otrzymuje najniższą krajową. Wielu nauczycieli tuż po studiach było zniechęconych takimi poborami, a z drugiej strony ogromem pracy i odpowiedzialności. Duża część z nich rezygnowała i szukała innego zajęcia. Myślę, że ta podwyżka jest nie tylko potrzebna, ale i konieczna. Nauczanie i wychowanie młodego pokolenia to poważna i ważna sprawa. Do tego zawodu powinni przychodzić ludzie z powołaniem. Ludzie, którzy chcą uczyć i wychowywać, a przede wszystkim rozumieją młodzież. Podkreślam, podwyżki są potrzebne, żebyśmy nie tracili tych dobrych, pełnych pasji nauczycieli.

Image Not Found

A.K.: Dyrektor szkoły to wdzięczne, czy niewdzięczne zajęcie?

W.Cz.: Ja bardzo lubię swoją pracę. Przyznam, że miałam propozycje i oferty z wielu firm, ale nie chcę stąd odchodzić. Ja uwielbiam moją szkołę, mam wspaniałych nauczycieli, wspaniałych pracowników, uczniowie są przesympatyczni, a rodzice tak cudownie współpracują z nami, że nie mam nawet na to określenia. Dla mnie jest to bardzo wdzięczna praca.

A.K.: A skąd nazwa szkoły? Bo nosi ona niezwykłe imię: Baśni Polskiej.

W.Cz.: Gdy oddawaliśmy do użytku nową część szkoły, postanowiliśmy nadać jej imię. Ogłosiliśmy konkurs, propozycje były przeróżne, ale nie do końca nam odpowiadały. Ja jestem zwolennikiem tezy, że nazwa szkoły musi być dla dzieci radosna. Jedna z nauczycielek, pani Wiesia Miąso, wymyśliła, żeby było to imię Baśni Polskiej. Bo baśnie niosą piękne przesłania: dobro zawsze zwycięża, a zło zostaje ukarane. Coroczne święto szkoły jest więc niezwykłe. Są bale i konkursy, za każdym razem dotyczące baśni z innego regionu Polski. W listopadzie mamy konkurs ogólnopolski, a pomysłów jest tyle, że wystarczy na kilka lat. Jesteśmy jedyną szkołą w Polsce noszącą takie imię.

Image Not Found

A.K.: Jest pani radną powiatu. Jak to się stało, że radni, włącznie ze Starostą prowadzą ze sobą tak brutalną walkę, nawet przed kamerami?

W.Cz: Nie jestem zwolennikiem brutalnej walki. Wolę inne sposoby. Faktycznie, czasami padają słowa, które na forum publicznym paść nie powinny. Zdarza się, że emocje ponoszą radnych i używają  wyrażeń, których nie chcielibyśmy usłyszeć. Ale nie zawsze atmosfera jest zła. Często jest  miło, można wiele spraw załatwić. Teraz nadchodzą Święta, myślę, że na piątkowej sesji atmosfera będzie bardzo przyjazna i sprzyjająca dobrym decyzjom.

A.K.: Klub Samorząd i Gospodarka opublikował ostatnio listę spraw do załatwienia przez Starostwo. Wydaje się, że opozycja, która ma większość, faktycznie będzie mogła to przeprowadzić. Ale krążą pogłoski, że środków na to nie ma.

W.Cz: Na pewno nie ma środków na wszystko, ale mamy zapewnienia od burmistrzów i wójtów, że do tych zadań, które zostały zaproponowane, dołożą. Jest to możliwe do wykonania w przyszłym roku. Mamy nadzieję, że uda się to szybko zrealizować.

A.K.: Mieszkańcy powiatu, konkretnie przysiółka Przymiarki, próbują walczyć o chodnik. Zna pani tę sprawę? Jaką radę miałaby pani dla nich? Co można jeszcze zrobić?

W.Cz: Znam tę sprawę. I uważam, że dla dzieci chodzących do szkoły chodnik musi powstać. Rozmawialiśmy o tym, że Przymiarki tego bardzo potrzebują i na pewno będzie budowa, ale etapami. Całości takiej inwestycji nie uda się zrealizować za jednym razem, bo koszty są ogromne. Mieszkańcy powinni zbierać podpisy, przychodzić do pana Starosty, pilnować tego i cały czas się przypominać. W tym wypadku natarczywość jest niezbędna.

A.K.: Powyższe pytanie związane było z tym, że udało się pani, jako radnej, skierować sporo funduszy do Niedźwiady. Może się pani pochwalić, co udało się zrobić, wyremontować w Niedźwiadzie w ciągu ostatnich lat?

W.Cz: To nie tylko ja, ale wszyscy radni walczą o poprawę warunków życia mieszkańców. Dla mnie najważniejszą sprawą był parking przy szkole. Uczy się tu ponad 300 dzieci. Niektóre przyjeżdżają na rowerach, inne przychodzą pieszo, część jest dowożonych przez rodziców. Kumulacja ruchu samochodów rano i po południu była tak ogromna, że drżeliśmy o bezpieczeństwo. Bardzo się cieszę, że ten parking powstał. Wiele lat walczyliśmy o remont Ośrodka Zdrowia, co w końcu się udało, a teraz ma być w nim winda, co pozwoli na piętrze zrobić gabinet rehabilitacji.

A.K.: Powiat to tysiące osób i każda ma swoje potrzeby. Bardzo brakuje w urzędzie kogoś, kto czułby problemy osób niepełnosprawnych i ich rodzin, jednocześnie znając prawo, ustawy i przepisy w tym zakresie, a co najważniejsze sprzyjając tym ludziom, a nie paragrafom, procedurom i władzom. Taki rzecznik osób niepełnosprawnych. Pytam o to panią, bo niedawno udało się pani wyjednać zgodę na powołanie powiatowego koordynatora sportu. Dziś rodziny osób niepełnosprawnych muszą jeździć „od Annasza do Kajfasza”, spotykając się z ignorancją i niechęcią urzędników.

W.Cz: Pomysł jest dobry. Myślę, że rzeczywiście taka osoba byłaby potrzebna. Ja akurat bardzo rozumiem problemy niepełnosprawnych. Moja siostra była taka osobą, jeździła na wózku. Skoro więc jest taka potrzeba, to będę walczyć o to, aby taki rzecznik został powołany. Nie chciałabym, aby osoby niepełnosprawne siedziały w domach. Moja siostra walczyła, aby móc się wykształcić. Skończyła w Krakowie Papieską Akademię Teologiczną, wydała dwie książki. Ona udowodniła, że wewnętrzną siłą można wiele osiągnąć. Miała niesprawne ręce, więc zgodziła się testować myszkę do komputera, sterowaną oddechem. Miała mnóstwo przyjaciół, udzielała porad. Przyjaźnił się z nią biskup Ryś. Osoba niepełnosprawna może zrobić wiele, tylko potrzebuje, by ktoś uchylił jej drzwi.

Image Not Found

A.K.: Jest pani Komendantką Związku Drużyn Harcerskich w Ropczycach. Widać, że harcerstwo wypełnia sporą część pani życia. Jest nie tylko pasją, a wręcz posłannictwem. Dlaczego?

W.Cz: Od najmłodszych lat udzielałam się w tej formacji. Najpierw w drużynie zuchowej, potem harcerskiej. Gdy zaczęłam pracę, zostałam instruktorem harcerskim, często wyjeżdżałam z młodzieżą na obozy, biwaki, stanice. Służba harcerska jest moim życiowym celem. Mam to we krwi, lubię i chcę pomagać ludziom, zostałam tego nauczona w domu. Moja mama była harcerką, Komendantką Hufca. Teraz ja to po niej przejęłam i chcę kontynuować.

A.K.: Harcerska Gwiazdka Z Nieba – wspaniała akcja pomocowa. Jak się zaczęła i jak teraz przebiega? Komu pomagacie?

W.Cz.: To właśnie tę akcję rozpoczęła moja mama. Mama była osobą, która pomoc potrzebującym stawiała ponad wszystko. Była znana ze swojego uśmiechu i dobrego serca. Oddałaby wszystko, sobie nie zostawiając nic, byle pomóc. Akcję Harcerska Gwiazdka z Nieba rozpoczęła 11 lat temu. W tym roku instruktorzy harcerscy zdecydowali, że akcja ta zostanie nazwana jej imieniem, imieniem Genowefy Zygmunt. Było to niezwykle wzruszające. Na początku Harcerska Gwiazdka była skierowana do rodzin wielodzietnych, a gdy sytuacja się troszkę poprawiła po wprowadzeniu 500+, kierujemy pomoc do osób starszych, chorych, niepełnosprawnych. O adresy pytamy szkoły, księży, opiekę społeczną. Zgłoszenia sprawdzamy i staramy się udzielić pomocy przed Świętami.

Image Not Found

A.K.: Jakie jeszcze akcje prowadzi i w jakie się włącza ropczyckie harcerstwo?

 W.Cz.: Oczywiście, jest to Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy. Przygotowania do finału WOŚP zaczynają się już w listopadzie, zbieramy wolontariuszy, przygotowujemy zaplecze. Często organizujemy akcje wynikające z bieżących, nagłych potrzeb.

A.K.: A młodzież garnie się wreszcie do członkostwa w ZHP?

W.Cz.: Młodzież jest bardzo chętna. Ale najbardziej potrzebujemy osób, które poprowadzą taką drużynę. Nie jest to proste, bo wymaga poświęceń i czasu. W tej chwili mamy drużyny harcerskie w Niedźwiadzie Dolnej, w Małej, w Łączkach Kucharskich, Ropczycach – Chechłach, Ropczycach – Witkowicach, w Lubzinie, a w Niedźwiadzie Górnej jest drużyna zuchowa.

A.K.: Co uważa pani za swoje największe sukcesy w dziedzinie zarządzania szkołą, samorządowej i harcerstwa?

W.Cz.: Sukcesem jest dla mnie czyjś uśmiech, zadowolenie, słowo „dziękuję”. Przynieść komuś radość to największe osiągnięcie.

A.K.: Zdobywczyni Korony Gór Polskich. Przyznam, że było to dla nas ogromne zaskoczenie. Jak się zaczęła przygoda z górami?

W.Cz.: Moja miłość do gór zaczęła się jeszcze w liceum, wraz z wyjazdami harcerskimi. W 2020 roku zapisałam się do klubu Zdobywców Koron Gór Polskich. Członkowie tego klubu, jak mówi nazwa,   zdobywają kolejne pasma górskie. Wtedy właśnie zaczęłam bardzo intensywną wędrówkę po górach. W ubiegłym roku zapisałam się do klubu Korony Gór Polskich, tu do zdobycia jest 28 szczytów. Największym wyzwaniem były Rysy, bo mam lęk wysokości, ale dzięki motywacji kolegów i wezwaniu na pomoc Wszystkich Świętych, udało mi się to.

Image Not Found

A.K.: Jakie marzenia związane z górami ma zdobywczyni Korony Gór Polskich?

W.Cz: Zdobyłam i zweryfikowałam już 28 szczytów. Teraz przede mną wejścia na pasma górskie. Dużym wyzwaniem będą Tatry. Nie wiem, czy uda mi się zdobyć koronę Tatr, lęk budzi we mnie Świnica, ale będę próbować.

A.K.: Jak spędzi Święta tak zaangażowana osoba, jak pani? Odpoczynek, czy ciąg dalszy jakichś działań?

W.Cz: Czas przedświąteczny to ciągły bieg. Jest tyle akcji, zadań do wykonania. Marzę o tym, by przez dwa dni świąteczne solidnie odpocząć.

A.K.: Pani szkoła jest niezwykle kolorowa, a teraz jeszcze błyszczy od świątecznych dekoracji. Czy jest jakiś specjalny program Bożonarodzeniowy do zrealizowania?

W.Cz: Nie, to wynika ze zwykłej tęsknoty i wyczekiwania. Organizujemy Wigilię szkolną, co jest inicjatywą księdza proboszcza. Klasy przygotowują kolędy, rodzice z panią kucharką symboliczne  wigilijne dania, uczniowie dekorują pomieszczenia. To wszystko tworzy świąteczny nastrój. Natomiast wspaniałe, tematyczne malunki na ścianach, nawiązujące do imienia szkoły, to pomysł i wykonanie pani Doroty Wośko.

A.K.: Czego chciałaby pani życzyć wszystkim na święta i nowy rok?

W.Cz: Tego, co najważniejsze: dużo uśmiechów, bo jeśli jest uśmiech, to człowiek jest szczęśliwy, dużo zdrowia, spokoju, zatrzymania się. A na nowy rok spełnienia planów i marzeń.

Image Not Found

A.K.: My ze swej strony chcielibyśmy życzyć zdrowia, kolejnych sukcesów oraz wielu powodów do uśmiechów i radości.

Jeden komentarz

  1. Pani Wioletta Czemarnik to wspaniała osoba czuła, empatycza i ten uśmiech uśmiech niosący ciepło w sercu. Bycie takim człowiekiem to sukces największy. Pozdrawiam cieplutko

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *