Ropczycki Dzień Pozytywnego Myślenia

2 lutego na całym świecie obchodzony jest Dzień Pozytywnego Myślenia. Na świecie – a w Polsce? A w naszej „małej ojczyźnie”? Odejdźmy na chwilę od patosu i górnolotnych wyobrażeń i pomyślmy, jak taki dzień wyglądałby w Ropczycach i okolicy?

Image Not Found

Na początek przespacerujmy się po Rynku. Hmm. Uśmiechnięci ludzie, pozdrawiający się życzliwym „Dzień dobry!”, jak na szlaku w Tatrach. Obok ławeczki Mehoffera przysiadł ubrany w neonowy strój trzydziestolatek. Postawił obok dużą tablicę z napisem: „Rozdaję przytulasy!”. Powoli ustawia się do niego kolejka spragnionych dobrej energii. Słychać śmiech i poklepywania.

 W sklepach, jak co dzień, miłe sprzedawczynie. Pomimo wielości klientów zdążyły uaktualnić ceny i zdjąć kartki z obniżką ceny tam, gdzie promocja się skończyła. Nie będzie zaskoczeń przy kasie. A to ważne przy dzisiejszych cenach! Można tez kupić pół kilo mięsa, a nie tyle, ile jest w kawałku. To też świetna wiadomość, bo nie u każdego jest wypchany portfel.

Przejdźmy do kościoła. Jest otwarty. Można wejść, zastanowić się nad życiem, porozmawiać z Bogiem, odzyskać nadzieję. Jakaś młodziutka skrzypaczka ćwiczy Vivaldiego. W murach kościoła brzmi nawet piękniej niż w filharmonii. Warto zostać chociaż godzinę.

To może teraz załatwimy jakąś sprawę? Na przykład w jakimś urzędzie. Dziś warto, bo interesantów przyjmują wykwalifikowani w danych sprawach pracownicy. Do tego życzliwi i naprawdę chcący pomóc. Gdzieś wyparowali „krewni i znajomi”, przy biurkach pełna kompetencja i zrozumienie. Paragrafy i procedury służą człowiekowi, a nie na odwrót, więc pobyt w urzędzie skraca się o połowę. No chyba, że skorzystamy z kawy lub herbaty, którą nam zaproponowano.

Skoro tak dobrze idzie, to może zdecydujemy się na poradę lekarską? Na NFZ! Wejście do przychodni nie straszy wyglądem, biały personel traktuje tak samo miło nas, szarych ludzi, jak stojącego za nami w krótkiej kolejce lokalnego decydenta. Ciśnienie natychmiast się wyrównuje, połowa objawów znika. Teraz do lekarza (a są lekarze wszystkich specjalności). Ma przyjmować od 9.00 i przyjmuje. Nikogo nie odprawia z kwitkiem. I całkiem serio pyta, w czym może pomóc. I naprawdę wie, że osoby po 50-tce częściej chorują. I że nie przyszliśmy po to, żeby zawracać głowę. Wypisuje leki i życzy zdrowia. A, i jeszcze przypomina o badaniach okresowych.

Szkoły? Dziś ferie. Nauczyciele odpoczywają od huku, hałasu i intelektualnej gimnastyki w temacie podstawy programowej. Gdzie odpoczywają? Tam, gdzie marzyli! I to nie przez 2 dni, ale cały tydzień! Stać ich! Dostali podwyżki, a jeszcze nie wzrosły opłaty za prąd i gaz. Młodzież? Ma właśnie spotkania w klubach, liczna grupa uczestniczy w warsztatach tanecznych, dzieci młodsze mają zajęcia z pierwszej pomocy i z samoobrony. Wszyscy rozmawiają ze sobą – twarzą w twarz, a nie przez ekran.

Z Rynku spogląda na to wszystko zadumany Ksiądz Zwierz. Co by na to powiedział? „Nie musi być cudów, żeby było jak w niebie”.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *