Nieśmiertelni

Niestety, nie będziemy pisać o wynalezionym przez amerykańskich naukowców eliksirze młodości, ani o wartych wiecznej pamięci ludziach sztuki, nauki, czy społecznikach. Zostaniemy w Ropczycach, na rynku i w okolicach. A może raczej przejedziemy przez miasto główną ulicą. Tylko cofniemy się w czasie o miesiąc. Gotowi?

Wjeżdżamy w miasto drogą od Dębicy, mijamy Rossmana, zaraz Dworzec autobusowy i pierwsze przejście. Jest przed 8.00, więc tłumy ludzi spieszących się do pracy i szkoły widać z daleka. Stoimy. Po każdej grupie jakiś spóźnialski dobiega do krawężnika i – nie zatrzymując się – wpada na jezdnię. Jeszcze kolejny. I kolejny. I znów grupa. Pieszy ma na przejściu absolutne pierwszeństwo. I dobrze. Tak powinno być. Tylko że długotrwałe przekonanie „mam pierwszeństwo” zostaje w głowie na lata. Nawet wtedy, gdy z użytkownika chodników, młodzież staje się użytkownikiem pojazdu i wsiada za kierownicę.

Jedziemy 40 metrów dalej. Przejście przy Jubilatce i osiedlu nad Wielopolką. Tutaj stale ten sam problem – hulajnogi. Odkąd się pojawiły w Ropczycach, jeszcze nie zauważyliśmy, żeby kierujący zszedł z hulajnogi przed przejściem. Wręcz przeciwnie – przyspieszenie, nagły skręt i wjazd na ulicę. Nawet bez rozglądnięcia się, sprawdzenia, co się dzieje. Po prostu: „korzystam z przejścia, więc mam pierwszeństwo!”.  Niedługo młodzież z hulajnogi przesiądzie się za kierownicę samochodu. Z takim samym myśleniem: „mam pierwszeństwo”.

I kolejne przejście. Tu zbiegają się trzy odcinki ulic. Trzeba dojeżdżać powoli, bo piesi kompletnie nie zwracają uwagi na samochody. Traktują ulicę, jak ciąg dalszy chodnika. Dla jadących od Dębicy – utrudnienie: ciężko ocenić, kto z idących ma zamiar wejść na jezdnię. Kierowca musi to odgadnąć, bo na przejściu pieszy… , więc patrzy w przód, na jeden bok, na drugi, i jeszcze w uliczkę Ciasną, bo stamtąd najczęściej ktoś wybiega prosto na ulicę. To jeszcze raz w przód, żeby horyzontalnie ogarnąć widok i można jechać.

Przejścia w rynku są dwa. Tu najlepiej jechać 10km/h. Z każdej strony może ktoś „wyskoczyć” – pieszo, wpatrzony w telefon lub rozmówcę, na hulajnodze, na rowerze, trzeźwy i pijany (rano!). Najgorzej, gdy przy krawężniku stoi grupka rozmawiających ze sobą osób. Nie wiadomo, czy chcą przejść, czy tylko się w tym miejscu spotkali, więc tu prowadzą pogaduchy. Trzeba się zatrzymać i czekać na ruch lub brak ruchu. I mieć nadzieję, że w ostatnim momencie ktoś jednak nie zdecyduje, że powinien iść. Bo na przejściu pieszy ….

Kolejne zebry zbliżają nas do szkół. Pozostawimy je bez opisu i bez komentarza. Może tylko wyjaśnimy, że to właśnie młodzież szkolną nazwaliśmy „nieśmiertelnymi”. Dlaczego? Bo z ich zachowań, jako użytkowników ruchu wynika, że tak o sobie myślą. Co im tam kilkutonowy pojazd! Oni idą, więc przejdą! Co najwyżej, jak w grze komputerowej, włączą sobie drugie, trzecie, czwarte życie.

Nie było intencją piszących ten tekst narzekanie na pieszych z pozycji kierowcy samochodu. Chodziło raczej o wzajemny minimalny szacunek i troszkę wyobraźni. W wielkich metropoliach robi się przed przejściem świecący pas, żeby wpatrzony w komórkę człowiek mógł podświadomie odnotować, że może/nie może wejść na jezdnię. Czy nie za daleko poszliśmy w przyzwalaniu na głupotę? A może lepiej pójść wzorem tych państw, które, przyznając pierwszeństwo pieszym na pasach, nakazały im jednocześnie sygnalizować ręką zamiar wejścia na ulicę? W Ropczycach, gdy zbieraliśmy materiał do tego tekstu, zrobiło to dwie osoby: panowie w wieku ok. 60 i ok. 30 lat. Można? Można! Natomiast uśmiechem i skinieniem głową w podziękowaniu za zatrzymanie się – obdarowało nas aż cztery panie! I powiemy, że te drobne gesty „zrobiły nam dzień”!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *