Małomiasteczkowy mobbing

W małych miasteczkach i gminach miejsko-wiejskich wszyscy się znają. A nawet jeśli nie, to po obejrzeniu wpisów i zdjęć na Facebooku, czy po rozmowach ze znajomymi pada zdanie: „A, to on/ona!” I właśnie te wzajemne powiązania, możliwość częstego spotykania się na mieście, tworzą pierwszorzędne warunki do przemocowych działań. Dodatkowymi, może nawet silniejszymi, są: brak pracy, poczucie wstydu i tradycyjne przez szefów rozumienie relacji międzyludzkich: jak pan każe, sługa musi.

Image Not Found

W takiej rzeczywistości mobbingowe, może należało by dodać chłopopańszczyźniane  działania prezesów, dyrektorów, kierowników i innych szefów nad zasobami ludzkimi mają doskonałe podłoże do rozwoju i trwania.

Zgodnie z art. 943 § 2 Kodeksu pracy „Mobbing oznacza działania lub zachowania dotyczące pracownika lub skierowane przeciwko pracownikowi, polegające na uporczywym i długotrwałym nękaniu lub zastraszaniu pracownika, wywołujące u niego zaniżoną ocenę przydatności zawodowej, powodujące lub mające na celu poniżenie lub ośmieszenie pracownika, izolowanie go lub wyeliminowanie z zespołu współpracowników.”

Ofiarami przemocowych działań zwierzchników nie są wcale najsłabsze ogniwa w zespole, ale ci, którzy się czymś wyróżniają – sypią pomysłami, są kreatywni, wymyślają różne inicjatywy, swoimi kompetencjami wykraczają poza standard.

A kim jest mobber?  Jego działania wynikają z niskiego poczucia własnej wartości, kompleksów, zachłyśnięcia się władzą,  chęci pokazania: ” ja tu rządzę”.

Jeżeli zwierzchnik jest dobrym, znającym swoją wartość liderem, wówczas takie rzeczy się nie zdarzają. Jeśli jest małym człowieczkiem o miernym autorytecie, wszędzie dopatrującym się spisków, atakuje, bo czuje się zagrożony. Często towarzyszy temu mitomania – tworzenie historii o opiekujących się nim ludziach z kręgów władzy, o znajomościach, przyjaciołach i krewnych, którzy na skinienie przybędą i zniszczą każdego, kto nie będzie posłuszny. Zupełnie tak samo, jak w grupie przedszkolaków, gdy jeden żąda zabawek od reszty, bo jak nie, to wezwie starszego brata i jego kolegów.

Zespół, który pracuje „pod ręką” mobbera z zasady nie uzyskuje wysokich wyników. Trudno  żeby dobrze pracowali ludzie, którzy się boją i ci, którzy dla świętego spokoju wolą się nie wychylać. Natomiast osoby, które wchodzą w skład tzw. gangu mobbera całą swoją energię wydatkują na podlizywanie, donoszenie i współudział w gnębieniu. Zresztą sporo na tym zyskują – premie, nagrody, bonusy.

W małych miasteczkach i gminach mobbingowani pracownicy nie chcą i boją się o tym mówić. Trudniej tu znaleźć nową posadę, zwłaszcza, gdy ustosunkowany zwierzchnik  dokłada starań, żeby jej nie znaleźli. Ciężko więc pozwolić sobie na takie ryzyko. Często taki pracownik jest jedynym żywicielem rodziny, ma kredyt. Wydaje mu się, że musi to znosić. Niektórzy mają też syndrom sztokholmski, inni nie mogą sobie pozwolić na wydatek – pomoc prawna jest droga, nieadekwatna do zarobków. Zazwyczaj też pracownik nie podejmuje się walki z obawy, że  skazana jest z góry na przegraną. Bo nawet jeśli wygra, to co z tego? I tak zwykle musi się pożegnać z tą pracą. Wydaje się, że na końcu i tak zawsze triumfuje mobber. Ale to nieprawda. Bo gdy ktoś w końcu się odważy, nic nie zatrzyma lawiny. W końcu „w małych miasteczkach wszyscy się znają”.

UWAGA: Badania statystyczne nad przemocą w pracy przeprowadzono w Polsce w 2021r. Wynika z nich, że 40% pracowników doświadczyło więcej niż dwóch form mobbingu. Ta liczba przekłada się na wszystkie województwa, powiaty, gminy i miasta. Najczęściej dochodzi do krzyków, przekleństw i wyzwisk. Dość powszechne jest też przydzielanie bezsensownych zadań, a także obmawianie, straszenie, wydłużanie czasu pracy i rozsiewanie plotek. Najrzadziej występuje przemoc fizyczna i znęcanie się fizyczne.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *